Szepty Książek

z miłości do dzieci i książek

Zbójcy, smoki upiory – przybywajcie!

Zbójcy, smoki upiory – przybywajcie!

Zbójcy, smoki upiory – przybywajcie!

Święta już tuż, tuż – ufam, że szturmem ruszysz Polsko w kierunku księgarni, aby pod pretekstem świąt zaopatrzyć się w magiczne księgi mocy, chroniące nasze młode pokolenie przed intelektualnym więdnięciem.

Przechadzam się i ja między półkami uginającymi się pod ciężarem skrzatów, wróżek, czarownic, dobrych i złych duchów, królewiczów, smoków, elfów, syren czy trolli. A między regałami, udaje mi się nieraz bezczelnie podsłuchać rozmowy, które skłaniają mnie do osobliwych refleksji…

Mam nieodparte wrażenie, że MY – dorośli mamy jakiś problem z dzieciństwem. Nad wyraz je infantylizujemy a mówiąc językiem Gąbrowicza – wręcz „upupiamy”. Za wszelką cenę chcemy ochronić nasze pociechy przed złem, okrucieństwem i przemocą.
W końcu niech się cieszą dzieciństwem z dala od upiorności świata. Skutkuje to tym, że dajemy dzieciom książki wyjałowione z emocji. Myślę sobie, że to niedobrze…

Gdy najważniejszym kryterium przy wyborze baśni czy bajki staje się kategoria:  czy jest w niej zło, czy go nie ma i wybieramy zwykle tę drugą opcję – przedstawiamy dziecku czytelniczy świat oczyszczony z wrażeń. Wylukrowany, różowy, słodki świat, w którym zła królowa postanawia jednak być dobra a wilk,  po ciężkich niestrawnościach, zostaje weganinem i na koniec wesoło tańczy z babcią i Czerwonym Kapturkiem. Takie kulawe, poddane transformacjom bajki, w moim przekonaniu, czynią wiele szkody literaturze.
W końcu każdy chyba przyzna, że dobro dostrzegamy dopiero w konfrontacji ze złem, smutek z radością, ciepło z zimnem itd.
Świat pozbawiony złych emocji w efekcie nie ma ich wcale. Czy taki właśnie chcemy pokazywać naszym dzieciom? Jak potem będą sobie radzić w życiu jeśli odpowiednio wcześnie nie przeżyją pewnych emocji, które następnie nieustannie będą aktualizować podczas ziemskiej wędrówki? A świetnie czynić to mogą poprzez właściwą lekturę. Nie może więc w niej zabraknąć przygody, uniesień, strachu, czasem zła, okrucieństwa a nawet przemocy – wszystkich pobudzających bodźców, które sprawiają, że książka porusza.
To nie jest wina dzieci, że mało czytają, albo wcale – to wina niewłaściwych książek. Dlaczego kochamy Harrego Pottera (wszak nie jest to przecież wybitna literatura)? – właśnie dlatego, że rozpala serca, porywa i poraża, zawiera wszystkie emocje, bez których świat byłby jałowy.

Wyjdźmy więc z tego upupiającego piekiełka i odrzućmy książki wyprane z emocji na rzecz tych trochę straszliwych, czasem nieco potwornych i tajemniczych.

Czytajmy baśnie Grimmów, czytajmy Andersena, czytajmy Perraulta i im podobnych
(oczywiście w nieprzerobionych wersjach) i patrzmy jak nasze dzieci uczą się świata we właściwy sposób.

 

Małgorzata Mazurkiewicz

Artykuł

No description. Please update your profile.