A wokoło unosił się zapach mandarynek…

A wokoło unosił się zapach mandarynek…

A wokoło unosił się zapach mandarynek…

Zbliżają się święta.
Dzieci od kilkunastu dni wsłuchują się w świąteczne melodie przygryzając lukrowane pierniki.
Balkon też już rozświetlony kolorowymi lampkami.
Podobnie jak buzia naszego synka kiedy wpatruje się w nie z zachwytem każdego dnia.

Kiedyś było inaczej.
Święta zaczynały się nerwową atmosferą i szukaniem prezentów na ostatnią chwilę.
Nieuczciwie byłoby powiedzieć, że nie miały atmosfery.

Było 13 potraw choć gotowane w bólu i mękach- nie rusz, nie dotykaj, znowu wybrzydzasz! spróbuj tylko nie spróbować!
Były prezenty pod choinką choć zawsze opatrzone hasłem” Nie wiem czy w tym roku na to zasłużyliście…”.
Były świąteczne życzenia, nadzwyczaj szczere: „I obyś w przyszłym roku bardziej się nas słuchała”.
Był biały obrus i sianko pod nim, była zielona choinka- choć wyglądała gorzej niż strach na wróble na polu…
Dla uzyskania świątecznego aromatu sztuczne gałązki spryskiwaliśmy zapachem choinkowym.
Kiedy byłam już nastolatką sama dążyłam do tego by jej miejsce zajęła żywa, rozłożysta, pachnąca.
Brakowało mi zwyczaju wspólnego ubierania. Zawieszanie bombek i łańcuchów przypominało raczej  przykry obowiązek iż jakąkolwiek przyjemność.
Czasami nawet śpiewaliśmy kolędy, każde z nas fałszując w swojej własnej tonacji.
Nie było ciepła i miłości. Nie czułam jej. 
Za to z pewnością atmosfera była niczym na polu minowym.
Nigdy nie wiedziałam, który krok może spowodować że zginę.
Był ból i smutek, było rozżalenie. 
Były nerwy i strach.
Były tłuczone szklanki i zapach mandarynek rozgnieconych na podłodze.

Piekłam pierniki, rzadko udawało się je polukrować ale przyprawę do piernika osobiście mieszałam w moździeżu. 
Co roku powstrzymując odruch wymiotny przełykałam przestudzoną już zupę rybną, zmuszałam się do przełknięcia śledzia w śmietanie i z zamkniętymi oczyma zjadałam smażonego karpia.

A kiedy kończyła się już kolacja czekałam z wytęsknieniem by wyjść z domu, uciec na chwilę.
Umawiałam się z przyjaciółką i siadałyśmy na przystanku autobusowym niedaleko parku. Wpatrywałyśmy się w rozświetlone okna streszczając sobie wydarzenia z danego wieczoru.
I zarzekałyśmy się głęboko w to wierząc, że kiedyś będzie inaczej, że nasze nowe rodziny będą tymi celebrującymi święta jak należy, że nadamy nową tradycję.

Dzisiaj już we własnych ścianach staram się tworzyć nowe zwyczaje. 
Z ogromnym nieraz zdumieniem przekonuję się jednak jak trudno uciec przed przyzwyczajeniami z rodzinnego domu. Jak trudno o spokojną, niewymuszoną atmosferę. Jak trudno skupiać się na tym co najważniejsze i nie dawać się gorączce świątecznych przygotowań.

Im więcej chwil poświęcam na to by odkryć co jeszcze mogłabym zrobić by nadać świętom inny charakter tym bliższa mi myśl Juula:

„Dom to atmosfera, pewien nastrój. Wydaje mi się, że największe nieporozumienie co do uzasadnionenego przecież buntu kobiet w latach siedemdziesiątych wynikały z tego, że rola i zadania kobiet w domu- czy szerzej w ognisku domowym- były definiowane wyłącznie z praktycznego punktu widzenia.
Pomijano przez to ich najważniejszą rolę: tworzenie atmosfery. Niezależnie od tego, czy prace domowe są wykonywane przez kobiety czy przez mężczyzn, tworzy to atmosferę, która jest najważniejszą sprawą domu.(…)
Co tworzy nastrój? Dobrze jest mieć czysto i wysprzątane, ale to nie wystarcza. Jeśli coś się robi bez zaangażowania, to rezultaty będą mierne.”

Jesper Juul „Przestrzeń dla domu”.

I tą właśnie drogą dochodzę do myśli, która kiełkuje we mnie z ogromną siłą.
Nie chcę by moje dzieci wymykały się po świątecznej kolacji i przesiadywały na przystankach.
Chcę by dom był dla nich miejscem w którym chcą przebywać.
By tym co zapamiętają ze świąt nie był zapach mandarynek a pewność, że w domu były bezpieczne.
Pewność, że czekał tam na nich ktoś…

Izabela Erdmann-Waniewska

Artykuł

Mama dwójki energicznych, charyzmatycznych i wrażliwych dzieci: niemal 5 letniej Zosi i półtorarocznego Irka. Z wykształcenia trenerka Family Lab, zajęć marki Sensoplastyka, pedagog specjalny, polonista, księgarz, ekonomista. Z zamiłowania zachłanna obserwatorka relacji międzyludzkich, miłośniczka książek dla dzieci. Staram się wnosić nową jakoś w otaczający mnie świat podkreślając, że to co najważniejsze to bycie autentycznym i wiarygodnym dla naszych bliskich.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.