Trudna relacja

Trudna relacja

Trudna relacja

Gdy dorastało się w rodzinie, w której nie chroniono integralności jej członków, później nie jest łatwo samemu wyznaczać swoje granice i bronić prawa do własnych fundamentalnych potrzeb.

Jesper Juul

Minęło wiele miesięcy od zapowiedzi tego wpisu. Wiele miesięcy mojej pracy.
Pracowałam nad odbudowaniem jednej z najstarszych relacji jaką budowałam, kiedyś jeszcze nie w pełni świadomie.
Teraz wiem już, że nie mam siły na więcej.
Wiem także, że to co czuję jest ok.
Wiem, że mam do tego prawo.

Miałam w głowie piękną wizję. Ja, moja rodzina- i inni bliscy mi ludzie, słoneczny ogród, dzieci biegające wokoło. Szum i śmiech. Ciepła, rodzinna atmosfera.
Ja przytulająca swoją głowę do ramienia siwowłosej kobiety, szepcząca jej…

Pstryk.
Otwieram oczy i widzę pokój oświetlony jedynie nocnymi lampkami typu cotton balls. Na drugim końcu korytarza śpi moje szczęście. Istota dla której poświęciłam wiele godzin rozmyślań i rozważań. Istota, która pomogła mi wejść na zupełnie nieznaną mi ścieżkę- macierzyństwa.
To moja córka.
Istota z krwi i kości. Nie żadna wyimaginowana, przekolorowana.
Istota, która ma w sobie siłę by budować naszą relację na porządnych fundamentach. Takich, których nie zburzy żadna wichura.

Jakiś czas temu nieco się zapomniałam.
Moja ścieżka macierzyństwa za bardzo ukierunkowała się na wychowaniu a za mało na słuchaniu i patrzeniu. Nie. Nie patrzeniu. Dostrzeganiu.

Ile razy w waszych wspomnieniach z dzieciństwa czuliście się dostrzegani?
Kto wie, może jesteście szczęściarzami, którzy otrzymali od rodziców naprawdę solidny bagaż na dorosłe życie.

W moim bagażu górowało poczucie winy.
Towarzyszy mi do dziś, wyskakując gdzieś spod szwów walizki.
Grubymi nićmi to wszystko szyte.
Mój bagaż zawierał też strach. Dzisiaj sama nie wiem jakim cudem byłam w stanie go udżwignąć.
Obok strachu była silnie deptana wartość i potrzeba kochania.

Niedzielne popołudnie.
Stoją w drzwiach w pozycji X z rękoma sięgającymi górnych elementów framugi drzwi. Po policzkach spływają łzy.
Czuję jak ktoś siłą odciąga mnie od drzwi. Zaczynam krzyczeć, prosić.
Zostańcie- błagam.
– Jakie niegrzeczne dziecko…- mam niecałe 10 lat.

Jeden z wielu poranków. Siedzę przed lustrem zawieszonym pomiędzy dwojgiem drzwi: do pokoju mojego i mojego brata.
Wpatruję się w swoje odbicie. Łzy kapią po policzku. Szczotka, grzebień tak straszliwie ciągną mnie za włosy.
– No nie ruszaj się!!!- czuję bezsilność. Wiem, że niczego nie zmienię.

Leżę już w łóżku. W tle pralka typu Frania pierze codzienne ubrania.  Chciałabym porozmawiać. Tyle się wydarzyło tego dnia.
Frania jednak nie cichnie. Miarowy rytm usypia mnie.

Nie pamiętam zbyt wielu momentów bliskości. Chociaż może po prostu te złe wspomnienia zostają z nami na dłużej? Może wnikają w nas dużo głębiej?
Chyba właśnie dlatego tak bardzo czuję się winna kiedy nie mogę porozumieć się z moją córką, kiedy coś we mnie pęka, kiedy brak mi sił na walkę ze światem.
A może z samą sobą?

Chciałabym być matką, która wspiera i daje siłę by nabrać wiatru w żagle. Tylko, żeby taką matką być sama muszę mieć w sobie tę siłę.
A ona dawno temu została stłamszona przez tych, którzy powinni wspierać mnie najbardziej. Przez rodziców.
Jesper Juul pisze o swoich rodzicach w jednej ze swoich książek.
Nie obwinia ich o to jacy byli. Twierdzi, że tak wyglądały kiedyś niemal wszystkie rodziny.

Być może w moim przypadku także tak to wyglądało?
Ogólnie dopuszczalną formą karania był klaps czy bicie. Chociaż klapsa nie zaliczano nawet do bicia. A co tu dopiero mówić o agresji.
Wyjątkowo często słyszałam: Dzieci nie mają nic do gadania!
Każdy przejaw mojej walki o siebie był traktowany jako bunt.
A z buntem należy walczyć. Bunt należy stłumić, najlepiej jeszcze w zarodku. A jeśli się nie to stłamsić i zgnieść.
W czasach mojego dzieciństwa nikomu nie przyszłoby do głowy, że istnieje coś takiego jak agresja słowna.
Jak zatem miałam o siebie walczyć? W jaki sposób poprosić o pomoc skoro to co mnie otaczało było ogólnie przyjętą normą?

Umiejętność poszanowania godności drugiego człowieka w spontanicznych reakcjach wobec dorosłego partnera lub dziecka wymaga nauki i codziennego treningu.

Jesper Juul

Nasi rodzice nie uczyli się tego jak być dobrymi rodzicami. Po prostu nimi zostawali.
Nie doskonali tego jak traktować nas z szacunkiem. Po prostu byli obok.
Być może mieliście więcej szczęścia. Może mniej.
To co możemy zrobić to zaakceptować to co było i pracować nad sobą.

Izabela Erdmann-Waniewska

Artykuł

Mama dwójki energicznych, charyzmatycznych i wrażliwych dzieci: niemal 5 letniej Zosi i półtorarocznego Irka. Z wykształcenia trenerka Family Lab, zajęć marki Sensoplastyka, pedagog specjalny, polonista, księgarz, ekonomista. Z zamiłowania zachłanna obserwatorka relacji międzyludzkich, miłośniczka książek dla dzieci. Staram się wnosić nową jakoś w otaczający mnie świat podkreślając, że to co najważniejsze to bycie autentycznym i wiarygodnym dla naszych bliskich.

3 komentarze

Sadosdorota@gmail.com

Wrzesień 20, 2018 at 8:20 pm

Poznałam Cię i od razu wiedziałam że masz w sobie ogień, trochę w tamtej chwili przygaszony, ale teraz już wiem, że to silny ogień i dałaś w życiu radę!

    Izabela Erdmann-Waniewska

    Październik 16, 2018 at 9:54 pm

    Dziękuję Doroto!
    Niezwykłe jest czytać, że dostrzegłaś we mnie coś co skrywałam przed światem.
    Dziękuję ci, że jesteś:*

Anna Laskowska

Grudzień 11, 2018 at 10:52 pm

Odwazny, ciekawy wpis.To co chce napisac to raczej refleksja niz komentarz: nie moge powiedziec, ze mialam podobnie,bo pamietam mame kochajaca,obcalowujaca i taka co przytula, ale jesli chodzi o wychowanie, to bylo raczej wychowanie przez przyzwolenie czy zaniechanie.Dzis wiem ze brakowalo mi jej uwaznosci i wiekszej wiary we mnie.To nie moje okreslenie ale bardzo sie z nim zgadzam-mama mowila „Martwie sie o ciebie” zamiast powiedziec”Wierze w Ciebie”-niby tu troska i tu troska,ale jednak inaczej…Teraz sama zostalam mama i wiem jak wazna jest relacja matka-corka.Jestem na samym poczatku tej przygody i chcialabym budowac ja madrze,jednak widze jak sie miotam i jak duzo we mnie schematow, ktore neguje, a jednak podswiadomie powtarzam.Wymaga to ciaglej pracy nad soba…
Co ciekawe odkad mam corke poprawily sie moje relacje z moja mama, ktore gdzies po drodze sie „nadpsuly”…
Ponoc nie mozna niczego w swoim zyciu i w sobie budowac na kontrze do rodzicow i relacji z nimi.Ponoc trzeba przepracowac to w sobie, poukladac i dopiero tak tworzyc relacje, czy postawy.
I jeszcze- ponoc we wszystkim najwazniejsze jest poczucie wlasnej wartosci-polecam „Najwazniejszy zwiazek” Iwony Majewskiej-Opielki-moze cos podszepnie:)
pozdrawiam cieplo

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.