Zostałam mamą- i wszyscy wiedzą lepiej ode mnie!

Zostałam mamą- i wszyscy wiedzą lepiej ode mnie!

Zostałam mamą- i wszyscy wiedzą lepiej ode mnie!

Autor: Izabela Erdmann-Waniewska

Zostałam mamą. Po raz drugi.
Wydawać by się mogło, że nic mnie już nie zaskoczy. Tymczasem kolejne podejście do macierzyństwa zamiast okazać się prostym krokiem do przodu okazało się niemal spadkiem z urwiska.
I wierzcie mi, pomocnych dłoni gotowych mi pomóc było sporo.
Tylko, że każdy chciał pomagać na swoich zasadach.

Macierzyństwo- podejmować się tego tematu w internecie to trochę jak wywoływać burzę w szklance wody.
Bo matki zamiast sobie pomagać i się wspierać- potrafią wgniatać się nawzajem w ziemię jak mało kto.
Z ogromną wręcz zawiścią.

Kiedy byłam w ciąży z córką miałam mnóstwo wolnego czasu.
Mąż- wtedy jeszcze Niemąż- mieszkał i pracował za granicą.
Przylatywał w odwiedziny na weekend w oszałamiających wręcz odstępach co 3 tygodnie. Moja rodzina mieszkała daleko, z rodziną Niemęża nie miałam zbyt zażyłych stosunków, za wyjątkiem babci, która duchem i ciałem wspierała mnie w trudnych chwilach.
Miałam za to grono niezawodnych przyjaciół na których mogłam liczyć, przynajmniej do momentu pojawienia się dziecka.
Bo jeśli jeszcze tego nie wiecie- macierzyństwo czy też może szerzej rodzicielstwo- weryfikuje znajomości.
Czas ciąży (poza pierwszym okresem który przespałam), upłynął mi zatem na przyjemnych podróżach do rodziny i znajomych,
na spacerach, na oglądaniu seriali-wtedy na topie wszystkich sezonów Kryminalnych zagadek(jak widać Zo chłonęła takie emocje zachłannie), na czytaniu mądrych poradników.
Niejedna matka zapewne zna wszystkie książki Tracy Hogg zwanej Zaklinaczką dzieci, czytała zapewne z wypiekami na policzkach o francuskich dzieciach, których dobrym manierom nie brakuje niczego. Niejedna też czytała o najszczęśliwszym dziecku w okolicy i przestudiowała wzdłuż i wszerz księgę rodzicielstwa bliskości.
Innymi słowy czasu było na to pod dostatkiem.
I taka oto wyedukowana zostałam mamą 23 stycznia 2014 roku.
Chwila gdy mogłam pocałować umazgane białą mazią czółko córeczki była wzruszająca ponad wszystko.

A potem…Potem nastała  rzeczywistość.
Pomijając pobyt w szpitalu świat zawirował. I nagle stałam się przemądrzałą istotą w oczach wielu.
Nie chciałam odwiedzin znajomych i rodziny przez pierwsze 3 tygodnie w domu. Chciałam, żeby ten czas był wyłącznie dla nas-
oto zostaliśmy rodzicami i chciałam żebyśmy mieli okazję się poznać. Poza tym Niemąż za 3 tygodnie miał wrócić za granicę i zostawić nas same sobie.
Odwiedziny zatem zarządziłam(tak, tak zarządziłam nie zaplanowałam- ależ mi się wtedy wydawało, że mam władzę) w szpitalu. Dziadkowie poznali wnuczkę i miałam święty spokój.
Córkę postanowiłam pieluchować wielorazowo. Możecie sobie wyobrazić jaką to było rewolucją 4 lata temu. Jednak zawzięłam się i startując z 12 pieluchami rozpoczęłam przygodę, którą doprowadziłam do odpieluchowania córki po 2 roku życia i z równie wielką pasją ponawiam przy synku.
Jednak zewsząd słyszałam, że to niewygodne, że szkodzę dziecku, że to niepotrzebne zajęcie.
Z równie wielkim sprzeciwem spotkała się moja prośba by nowonarodzonej córeczce nie kupować upominków.
Nie mieliśmy na to miejsca- mieszkając na 27 metrach w urokliwej kawalerce na warszawskich Bielanach.
Córka stała się posiadaczką skarbonki i tam zbierałam dla niej „drobne” na mleko i pieluchy. Ileż razy słyszałam że odbieram dziadkom przyjemość obdarowywania wnuczki i uniemożliwiam uczestniczenie w jej życiu.
Równie drażliwym tematem była kwestia mojego porodu- cesarskim cięciem- i karmienia- butelką, bowiem wmówiono mi wtedy, że przy zażywaniu moich leków nie mogę karmić dziecka bez szkody dla niego.
Wtedy byłam potępiana bo nie karmię piersią, dziś potępia się matki bo karmią…

Chyba tylko ja wiem ile nocy przepłakałam słuchając tych wszystkich głupot od chcących dobrze…
3 tygodnie wspólnego rodzicielstwa minęły w okamgnieniu, kilka nocy spośród tego jakże skromnego czasu Niemąż spędził ze swoją rodziną zostawiając mnie na tych 27 metrach z poporodową burzą hormonalną i płaczącym niemowlakiem.
Moje dziecko płakało a ja nie miałam pojęcia dlaczego. Gdzie podział się mój instynkt macierzyński? Przecież dostała butelkę, przecież ją przewinęłam. Czego ona chce???
I w tym wszystkim pomocny okazał się Niemąż. Zanim zostawił nas na długie 3 tygodnie, udało mu się jeszcze zinterpretować rodzaje płaczu naszej córki.
Przecięgłe aaaaa oznaczało głód, inny płacz potrzebę bliskości, płacz z czkawką reakcję na zmianę temperatury zaś płacz połączony z chrumkaniem był oznaką na brudną pieluchę. Proste, prawda? :p

Kiedy Niemąż wyjechał zostałyśmy same. Przepłakałam wiele nocy, za każdym razem dzielnie starając się żartować i uśmiechać kiedy rozmawialiśmy na skypie. Z pomocą przybyła odsiecz- kuzynka która zakochała się w nowonarodzonej, małej istocie i do dziś ogromnie wspiera mnie w trudnych chwilach jednocześnie będąc ideałem dla mojej córki.
Chlipałam do poduszki pomiędzy karmieniami, sypiając z przerwami 4-5 godzin na dobę.
Nie, nie, Wcale nie jednym ciągiem. W sumie.
Butelka- złoty wynalazek dla dzieci oznaczał bowiem, że dziecko co 3 godziny trzeba wybudzać na karmienie(chyba, że budzi się samo). Mleko trzeba było przygotować, dziecko nakarmić, odbeknąć, przewinąć i odłożyć.
A potem nakarmić za 3 godziny licząc od początku karmienia. W praktyce oznaczało to 2 godziny na sen. Przy założeniu, że zasypia się jak tylko przyłoży się głowę do poduszki.
Ja nie zasypiałam.
Poznałam zatem co oznacza bycie zombie. Za dnia trzeba było bowiem dalej funkcjonować bo przecież nikt mnie nie zastąpił.
Jedyny ratunek zjawiał się co 3 tygodnie. Na 2 noce. I znów wylatywał.

Pierwsze miesiące Zo wyglądały idealnie. Dziecko spało w ciągu dnia jak marzenie, w nocy też całkiem nieźle przesypiało.
Nieznane mi były kolki i bolesne ząbkowanie. Stosowałam się do metody zaklinaczki dzieci i wszystko idealnie pasowało.
Moja córka była Aniołkiem(określenie jednego z typów dzieci wg. Tracy Hogg).
Nie trzeba było długo czekać a stałam się ekspertką w kwestii dzieci.
I sama zaczęłam udzielać złotych rad. Bo przecież nie jest możliwe by dziecko nie spało dobrze jeśli stosujesz harmonogram, przecież niemożliwe, żeby nie dało się go uspokoić smoczkiem czy by nie lubiło spacerów w wózku.
My spacerowałyśmy godzinami, mimo mrozu, deszczu czy śniegu. Niemal standardem było 10 km dziennie.
Miałam czas, mimo oczu na zapałkę, na książki i film i w ciągu dnia zdarzało mi się zapominać, że mam córkę.
Z czasem niestety mogłam też zapomnieć, że miałam rodzinę i przyjaciół.
Po pierwszych odwiedzinach wielu z nich już się nie pojawiło.
Dla rodziny było za daleko, nie po drodze. No i przecież ja się zupełnie nie skarżyłam. Znakomicie radziłam sobie sama!
Jakież było moje zdziwienie kiedy po kilku miesiąca zorientowałam się, że nie wszystkie dzieci są takie same- tak, tak byłam przekonana, że tak własnie jest!
Musiałam zobaczyć to na własne oczy by uwierzyć. Musiałam wziąc na ręce płaczące dziecko i zobaczyć jak 50 razy wypluwa smoczek a i tak potrafiłam wychodzić z założenia, że to po prostu zły model.
Jak to dziecko nie pije z butelki? Przecież to niemożliwe!
Nie zasypia samodzielnie w łóżeczku? Odkłada się i już. Przecież to proste!
Uśmiejcie się ale minęło trochę czasu nim zniknęła we mnie ciotka dobra rada.

Mijały miesiące. Niemąż wrócił do kraju, podjęliśmy decyzję o przeprowadzce pod Warszawę w rodzinne strony męża, może z cichą nadzieją, że dziecko wreszcie otrzyma więcej uwagi.
Zamieniliśmy 27 metrów na ponadstumetrową przestrzeń dla nas. Miały być spotkania z przyjaciółmi w wielkim salonie, miały być uroczyste obiady z rodziną męża i moją.
Mieszkaliśmy na tej przestrzeni 2 lata.
Na palcach jednej ręki mogę policzyć te rodzinne obiady i spotkania z przyjaciółmi…

Wraz ze zmianą przestrzeni życiowej niemal naturalnie anulowały się nasze ustalenia i dziecko zaczęto obsypywać prezentami.
Nie będę się rozwodzić nad tym jak długo bawiła się nimi nasza córka, jednak gdy pewnego dnia zarządziłam wielką wyprzedaż i w tym celu zgromadziłam wszystkie zabawki na środku 40 metrowego salonu zajmowały połowę…

W tym czasie straciliśmy dwie najważniejsze osoby w naszym życiu. Ja tatę, niemąż babcię. I znów życie wywróciło wszystko do góry nogami. Bo przecież nie wypada płakać przy dziecku. Mieliśmy się kryć i dusić emocje. To jedna z wielu rzeczy, które dziś zrobiłabym zupełnie inaczej.
Złote rady nadal się sypały: karmienie BLW? A co to za nowy wybryk? Te pieluchy wielorazowe na wyjazdy to przecież lekka przesada, brak zabawek? Chcecie pozbawić dziecko dzieciństwa? Brak słodyczy? Czy wyście oszaleli?
Mogłabym jeszcze długo ciągnąć tą listę. Dziś z sentymentem wspominam jednak jak beztrosko wychowywała się Zo.

I oto nastała teraźniejszość.
Druga ciąża zweryfikowała 80 % moich przekonań. Zamiast na kanapie z książką czy w podróży do rodziny- spędziłam ją w większości w toalecie. Dosłownie do dnia poprzedzającego poród łazienka była moim przyjacielem.
Brakowało mi sił i energii, zaprzestałam działań firmowych.
Ucierpiała na tym starsza córka, która w tych trudnych chwilach głaskała mnie po głowie pytając z niepokojem: Wszystko w porządku mamo?
I oto narodził się synek. Już (*prawie) nikt nie odwiedził go w szpitalu. Już (*prawie)nie było telefonów z gratulacjami.
Nie było też problemów z prezentami:) Po prostu prawie w ogóle ich nie było.
Już (*prawie) nikt nie kwapił się by wpaść w odwiedziny. Co niektórzy poznali dziecko gdy skończyło 3 miesiące 🙂 *

Synek otrzymał dumne imię po moim zmarłym bracie. Możecie sobie wyobrazić kolejną burzę w szklance wody:)

Tym razem jednak zasięgnęłam wielu opinii i uparłam się by karmić piersią.
I wtedy…wtedy pojawiły się nowe ciotki dobra rada.
O trudnych początkach podwójnego macierzyństwa już pisałam TUTAJ. Miałam szczęście bo w moim otoczeniu była wówczas jedna osoba, która uparcie walczyła za mnie o to karmienie. Zapewne dlatego, że sama miała to już za sobą i wiedziała jak ważne są te pierwsze miesiące i jak łatwo się na początku poddać…a potem żałować. Ja miałam szczęście- po pierwsze byłam zdeterminowana,
do karmienia mobilizowały mnie głównie względy profilaktyki przeciwnowotworowej, jak i to że miałam już okazję poznać wychowanie dziecka karmionego butelką.
I marzyłam o tych przespanych nocach, o tym jak to tylko wystawię pierś i dziecko będzie spało…
Rzeczywistość ponownie okazała się zupełnie inna.
Przy kolejnym dziecku nie było już czasu na czytanie poradników, zresztą życie pokazało mi już, jak mają się one do ogółu.
Jednak walcząc o utrzymanie laktacji spędzałam długie noce na czytaniu bloga i forum internetowego.
Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że nie tylko ja miewam trudności i że nie tylko mnie brakuje wsparcia.
I co najbardziej bolesne, nawet w szpitalu zdawali się nie wiedzieć, że to co najbardziej wpływa na laktację to dziecko u boku i spokojna zrelaksowana matka. A tego zabrakło.
Miałam jednak szczęście. W moim wypadku wszystko skończyło się dobrze i nadal karmię piersią korzystając z absolutnie wyjątkowych chwil bliskości.
Jednak nie każda młoda mama ma takie szczęście.
Niekompetencja i brak rzetelnej wiedzy wyziera zewsząd. I coraz częściej spotykam się z mamami, które rezygnują z karmienia nie dlatego, że taki był ich wybór.

Rezygnują:

*bo mają mało mleka i nie są w stanie wykarmić dziecka!
*bo ich mleko jest za mało wartościowe lub o zgrozo mają w piersiach samą wodę!
*bo są wyczerpane ciągłym wiszeniem dziecka na piersi(całkowicie normalnym w pierwszych 3 miesiącach życia dziecka)
*bo dzieci mają alergię na to co zjedzą!
*bo dzieci karmione butelką przesypiają całe noce!
*bo po 6 miesiącu mleko kobiety jest już bez wartości!
*bo to wstyd siedzieć z wywalonym cycem na wierzchu!
*bo przecież zimą nie można karmić dziecka poza domem!
*bo są zmęczone
*bo nie mogą nigdzie wyjść same
*bo nikt ich nie wyręcza w opiece nad dzieckiem
*bo nikt nie tłumaczy im, że laktacja potrzebuje czasu na stabilizację
*bo nikt nie pomaga im walczyć o laktację
*bo w szpitalu dokarmiają dziecko butelką od samego początku stwarzając ryzyko dla prawidłowego rozwoju laktacji
*bo w szpitalu podają dzieciom smoczki nie informując o tym, że mogą zaburzać prawidłowy odruch ssania u malucha
*bo nikt nie mówi matkom, że dziecko może wisieć przy piersi także z potrzeby bliskości
*czy tak jak w moim wypadku bo zażywają leki uniemożliwiające karmienie(w moim przypadku 4 różnych specjalistów przekazało mi 4 zupełnie odmienne opinie)

Można powiedzieć, że doświadczyłam już w pewnym zakresie wychowywania dziecka karmionego butelką jak też karmionego piersią i chcę by wszystkie mamy zagubione na początku swojej rodzicielskiej drogi wiedziały, że nie są osamotnione.

Chciałabym żeby wiedziały, że żyjemy w kraju w którym opinia lekarza pediatry czy nawet lekarza pierwszego kontaktu nie oznacza wiarygodnego źródła informacji.

Chciałabym, żeby wiedziały, że istnieją grupy wsparcia, że są kobiety specjalizujące się w laktacji, że można skorzystać z pomocy CDL(centralny doradca laktacyjny) i że decyzja którą podejmą ma być ich decyzją a nie kwestią presji społecznej.

I tak drogie mamy na początku waszej drogi, życzę wam powodzenia, życzę wam byście i wy miały gdzieś w pobliżu dobrego ducha, który was podbuduje i pomoże wam zawalczyć o szczęśliwe i spokojne macierzyństwo.

EDIT:
*
Wspomniałam jak bardzo rodzicielstwo przesiewa znajomości. Łatwo zaobserwować jak kurczą się by pewnego dnia zniknąć całkiem.
Doświadczenie tego może być niezwykle bolesne dla nieświadomych rodziców.
Jednak są takie znajomości, które macierzyństwo umacnia. I są ludzie, którzy mimo natłoku własnych obowiązków postawią ciebie na pierwszym miejscu.
Takim ludziom zawsze będę wdzięczna. Bo są w stanie zrozumieć jak cenna może być świeża bułka i pomidorki z Lidla dostarczone na życzenie młodej mamy czy książka albo szmatławe piśmidło by odmienić szpitalną monotonię.
Są wśród moich znajomych i przyjaciół i tacy, którzy wiedzą jak trudny był dla mnie pobyt w szpitalu po drugiem porodzie i jakim bólem zaprawiona była owa walka o ponowne rodzicielstwo.
Tak więc- były szpitalne odwiedziny:) I byli ci, którzy robili wszystko co w ich mocy by mnie wspierać.
Jestem im wdzięczna. Obydwoje z synkiem jesteśmy:)

Izabela Erdmann-Waniewska

Artykuł

No description. Please update your profile.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.